Na ostatnich zajęciach szachowych rozmawiałyśmy z Anią o nowym motywie – blokowaniu figury przeciwnika. Początkowe zadania były proste: znaleźć figurę lub pionka, który atakuje zablokowaną figurę. Ale później pojawił się poziom wyżej – trzeba było wykonać jeszcze jeden, dodatkowy ruch, żeby dopiero potem móc zdobyć tę figurę.
Nie powiedziałam Ani od razu, co trzeba zrobić. Obserwowałam. Widziałam, że mocno się koncentruje, więc dałam jej przestrzeń. I nagle słyszę:
„Mam! Geniusz ze mnie!”
Znalazła rozwiązanie sama. Trudne, nowe, wymagające – i poradziła sobie doskonale. To był ten moment, kiedy nie tylko „zrobiła dobre zadanie”. To był moment, w którym pokazała swoją pewność siebie. I była z tego dumna! A ja – jeszcze bardziej.
Bo właśnie o to chodzi. Szachy to nie tylko przesuwanie figur. To rozwój – intelektualny, emocjonalny, osobisty. Dzieci uczą się radzenia sobie z wyzwaniami, z porażką, z niepewnością. Uczą się podejmować decyzje, myśleć samodzielnie, analizować i… cieszyć się z własnych sukcesów.
Dla niektórych dzieci szachy są celem – chcą grać coraz lepiej, startować w turniejach. Dla innych – szachy to narzędzie do rozwoju. W obu przypadkach ja jestem po to, żeby wspierać je w tej drodze. I kiedy widzę te iskry radości w oczach dzieci – wiem, że ta droga ma sens.

